Zjadłam sernik baskijski
Kilka miesięcy temu miałam taki piękny sen. Sen o serniku baskijskim, który w detalach został opisany na tym blogu. Bo smacznymi dobrymi historiami trzeba się dzielić, więc niech świat wie o moim wspaniałym sernikowym śnie.
Gdy wyśniłam sernik baskijski, oczywiście bardzo zachciałam go spróbować. To marzenie trafiło więc na listę marzeń i trochę sobie tam posiedziało. Po jednej nieudanej próbie, w końcu nastał ten piękny moment...
Zjadłam sernik baskijski - i to nie byle jaki! Sernik baskijski upieczony przez Pana Baska. Taki najprawdziwszy, prawdziwszego się nie dało w warunkach polsko-krakowskich. Powiem więcej - jadłam ten serniczek dwa razy w przeciągu tygodnia1. Cudowny to był tydzień. Tydzień Sernika Baskijskiego. A sam serniczek... bosko kremowy, mmm...
Przy okazji miałam niezwykłą okazję doedukowania się w dziedzinie sernikologii. Słuchajcie uważnie - tradycyjnie porcja sernika baskijskiego to 2 kawałki2! Nie jakiś jeden biedny, tylko całe dwa. My nie wiedzieliśmy, więc dostaliśmy na talerzu cudowną słodką niespodziankę.
Dzięki, że jesteś i czytasz! Co teraz? Przeczytaj inne wpisy na moim blogu. Napisz do mnie maila. Zostaw wiadomość w księdze gości. Zaobserwuj stronę za pomocą RSS. Eksploruj inne blogi. Do zobaczenia znów -- Ania 🌱
Ostatnia edycja strony: 1 miesiąc, 2 tygodnie temu.