"Turysta polski w ZSRR" Juliusz Strachota
Jeśli pół życia się zmyśliło, a resztę przegapiło, to można zawrócić do ostatniego wyraźnego obrazu w pamięci i od niego zacząć jeszcze raz. Nawet jeśli tym obrazem jest Związek Radziecki. [...] - fragment opisu książki Turysta polski w ZSRR
Cieszę się, że w końcu przeczytałam tą książkę. Czekała na to dobrych kilka lat, bo jakoś nigdy nie było na nią dobrego momentu. Jej tytuł poznałam, bo z jakiegoś powodu obserwowałam autora na Instagramie. Dlaczego - sama już nie wiem. Ale pamiętam, że coś urzekało mnie w tych krótkich notkach zamieszczanych pod zdjęciami na profilu Juliusza Strachoty.
Turystę polskiego w ZSRR pochłaniałam leżąc w hamaku nad rzeką oraz pod kocykiem w mieszkaniu, odpoczywając po dwóch ciężkich tygodniach w pracy. Wydaje mi się, że były to idealne momenty dla tej pozycji.
Idealne, ponieważ Juliusz Strachota ma bardzo bezpośredni, konkretny styl pisania. Dość specyficzne poczucie humoru. Sporą dawkę szczerości1. Jego tekst jest jak strumień myśli. Opowieści o podróżach przeplatają się ze wspomnieniami z dzieciństwa, relacjami ze spacerów z jamnikiem Pepe, filozoficznymi rozkminami, rodzinnymi anegdotami i wychodzeniem z uzależnień. Sporo wątków, ale to pasuje. W końcu życie zawsze jest wielowątkowe.
Bardzo mocno to podkreślę - książka aż ocieka nostalgią. Autor opowiada o podróżach do miejsc, które poznał w dzieciństwie, ale w których nigdy nie był (choć czasem udawał, że to nie prawda). Miejsca te poznawał przez przeglądanie starego przewodnika po Związku Radzieckim, który odnalazł kiedyś w mieszkaniu swoich dziadków.
Podczas lektury sama sporo myślałam o tej specyficznej tęsknocie do miejsc, w których nigdy się nie było, rzeczy, których nigdy się nie miało, czy wydarzeń, w których nigdy nie brało się udziału. Bardzo dziwne jest to uczucie. Mam wrażenie, że dość często się u mnie pojawia. Miło było o nim przeczytać z perspektywy drugiej osoby.
Jeszcze mały trigger warning - w tej książce jest BARDZO dużo stolicy. Czasem bywa aż nazbyt warszawska w swojej warszawskości, co (choć głupio mi to przyznać) bywało dla mnie męczące.
📔 Cytaty: Turysta polski w ZSRR, Juliusz Strachota
Niewiedza napędza ciekawość. Mój kapitał niewiedzy o świecie starczy na długo, jeśli go wystarczająco pielęgnować.
Jak czegoś nie ma, to ja od razu bardziej jestem. Składam się z wielu braków i z każdym dniem mnie przybywa.
Przecież gdyby nie było przemijania, wtedy naprawdę byłby koniec świata.
Nie ma się co spieszyć, bo i tak wszystkiego się nie zdąży. Dobrze jednak wyrobić się i raz w życiu odbyć podróż do dzieciństwa. To przywilej każdego dorosłego. Zobaczyć, co się przegapiło i czego się pragnęło.
Przeszłość nie byłaby taka fajna, gdyby nie minęła.
Dzięki, że jesteś i czytasz! Co teraz? Przeczytaj inne wpisy na moim blogu. Napisz do mnie maila. Zostaw wiadomość w księdze gości. Zaobserwuj stronę za pomocą RSS. Eksploruj inne blogi. Do zobaczenia znów -- Ania 🌱
Ostatnia edycja strony: 6 dni, 6 godzin temu.
Myślę, że ten język może sprawić, że teksty Strachoty albo bardzo przypadną czytelnikowi do gustu, albo będą totalnie nie do zniesienia. Dlatego przed sięgnięciem po całą książkę, polecam zapoznać się z próbkami tekstu autora. Choćby na wspomnianym Instagramie.↩