"Płuca" Pedro Gunnlaugur Garcia
Jóhanna od dawna nie ma kontaktu z ojcem, ale pewnego wieczoru postanawia otworzyć prezent, który od niego dostała– epicką sagę z historią jej rodziny. Opowieść o rodzinnych sekretach prowadzi od malowniczej Toskanii na początku I wojny światowej, przez Toronto, gdzie ważą się losy imigrantów, aż po Reykjavík w niedalekiej przyszłości. - fragment opisu książki Płuca
W 2023 roku miałam okazję mieszkać w Reykjavíku na Islandii przez 5 miesięcy - dla jednych dużo, dla innych mało. Dla mnie wystarczająco, aby czasem dopadało uczucie tęsknoty i nostalgii.
Zacznę więc może od tego, dlaczego sięgnęłam po książkę Płuca autorstwa Pedra Gunnlaugura Garcii. Chciałam wrócić na chwilkę na wyspę, a książki mają właśnie tą niesamowitą moc przenoszenia nas w różne miejsca. Z tego powodu przeczytałam dotychczas także pozycje takie jak O czasie i wodzie, czy Wyspa.
Już od pierwszych stron książki Płuca jesteśmy wrzuceniu w wir wydarzeń - zaczynamy poznawać historię pewnej rodziny, która została spisana przez jednego z bohaterów. Rodzinie tej towarzyszymy przez kilka pokoleń, dzieląc z jej członkami radości i smutki oraz odkrywając coraz to nowsze zawiłości i poplątania.
Czy możemy mieć pewność co do autentyczności opowiadanych wydarzeń? W końcu niektóre z wątków dotyczą unikania wojny przez jedzenie surowych oliwek, ujeżdżania wielkiego koguta, czy tworzenia księgi Islandczyków - spisu wszystkich mieszkańców wyspy i ich powiązań genetycznych. Jak tłumaczy jeden z bohaterów - Przeszłość nie może być jedynie suchą wyliczanką faktów, nie miała by wówczas smaku.
Książka wywoływała u mnie wiele różnych emocji - cieszyłam się z radości bohaterów, martwiłam się o nich, byłam rozgniewana, sfrustrowana, ale też wzruszona. Przede wszystkim natomiast mogłam obserwować, jak ważny jest każdy z elementów układanki, którą jest rodzina. Jakkolwiek niedoskonały, słaby i marny byłby to element. Jest ważny, bo buduje całość - bez niego nic nie byłoby takie samo.
Pielęgnujmy historie własnych rodzin, bo wiele można się z nich nauczyć. W końcu, jak powiedział jeden z bohaterów książki - rozumiemy świat poprzez historie.
A tak poza tym... Bardzo cieszę się, że na chwilę mogłam znów pospacerować ulicami Reykjavíku. Oczywiście, jak to bywa w islandzkich książkach - często wymieniane z nazwy były konkretne miejsca i ulice. Okazało się na przykład, że wraz z bohaterami uczęszczaliśmy na ten sam basen - Vesturbæjarlaug.
Dzięki, że jesteś i czytasz! Co teraz? Przeczytaj inne wpisy na moim blogu. Napisz do mnie maila. Zostaw wiadomość w księdze gości. Zaobserwuj stronę za pomocą RSS. Eksploruj inne blogi. Do zobaczenia znów -- Ania 🌱
Ostatnia edycja strony: 4 miesiące, 4 tygodnie temu.