Bezpustkowie

Islandzkie spotkanie z rockiem

Jest luty, na Islandii hula zima. Śnieg spada z nieba tak intensywnie, jakby ktoś w niebie opróżniał karton styropianowych kulek. Nie widać nic, a z naszej trójki robią się bałwany, gdy tylko stajemy na moment zrobić zdjęcie z pudełkami mrożonej pizzy, którą kupiliśmy w Bónusie lub innym Krónanie na kolację. Wcale się tego nie spodziewaliśmy po całym dniu słońca, łażeniu po wodospadach, siedzeniu na pożółkłej trawie, ubrani jedynie w swetry i bluzy. Jest luty, na Islandii hula zima.

Tej nocy udało się zobaczyć tylko cień zorzy polarnej. Taki, co go dostrzeżesz jedynie na ekranie telefonu po zrobieniu zdjęcia. Jest zimno, na niebie chmury. Idealny moment, aby zostawić ocean za plecami i skierować się na ulicę Tryggvagata. To blisko, wystarczy kilka kroków.

Siadamy przy stoliku w Gaukurinnie. Poznałam to miejsce w styczniu, na samym początku mojej islandzkiej przygody1. Poznałam i wróciłam - jaki piękny był to powrót. Na scenę wyszedł czteroosobowy zespół. Krótkie przygotowania. Zaczęło się.

Hej, przecież wokalista to Joe Jonas! Tylko taki… islandzki. Wybaczcie to skojarzenie, ale mocno dyskutowaliśmy wtedy przy stoliku o tym powalającym podobieństwie między artystami.

Zaczęło się. Oto czysta radość muzyki, grania, zabawy z publicznością. Hylur jak magnes przyciągnął gości baru pod scenę. Tak, to Mistrzowie Magnetyzmu. Skakaliśmy, śpiewaliśmy, tańczyliśmy - a przecież ledwo co poznaliśmy ten zespół. Tych czterech chłopaków2 występujących na niewielkiej scenie baru w Reykjaviku umiejętnie wkroczyło wtedy do muzycznej części mojego serca.

Nie umiem powiedzieć nic obiektywnego na temat tworzonej przez Hylur muzyki. Mogę jednak zapewnić, że gdy się jej słucha, czuć zaangażowanie i pasję. Chłopaki to po prostu przyjaciele3, którzy spotykają się, żeby robić wspólnie coś fajnego. Czy potrzeba czegoś więcej?

Posłuchajcie ich sobie na Spotify albo YouTube. Zapewniam, że warto!

Hylur nie śpiewa po Islandzku. To nic, i tak słuchanie ich piosenek to dla mnie sentymentalna podróż na wyspę, do Reykjavíku, pod niebo wymalowane zielonymi smugami tańczącej zorzy. Przypominam sobie także ten luty 2023, gdy na Islandii hulała zima. A my - po zobaczeniu tylu pięknych miejsc - weszliśmy do pewnego baru po schodkach. I słuchaliśmy, tańczyliśmy, cieszyliśmy się tym, jak piękny jest świat.


Dzięki, że jesteś i czytasz! Co teraz? Przeczytaj inne wpisy na moim blogu. Napisz do mnie maila. Zostaw wiadomość w księdze gości. Zaobserwuj stronę za pomocą RSS. Eksploruj inne blogi. Do zobaczenia znów -- Ania 🌱

Ostatnia edycja strony: 1 miesiąc temu.

  1. Myślę, że przyjdzie jeszcze taki czas na Bezpustkowiu, że napiszę o islandzkiej przygodzie nieco więcej :)

  2. Hlöðver Smári Oddsson (wokalista, gitara), Friðrik Örn Sigþórsson (gitara basowa, wokal), Jón Glúmur Hólmgeirsson (gitara) oraz Hinrik Þór Þórisson (perkusja).

  3. Tak o sobie piszą: The members of the band met around the age of 14 in Stykkishólmur, Iceland and have remained best friends ever since. They had worked together on various musical projects before forming HYLUR in 2020. (źródło: Spotify)

#2025 #islandia #kultura #muzyka